Każdy z nas idąc codziennie do pracy, szkoły, czy gdziekolwiek nie chce iść zastanawia się nad jednym. Mianowicie, kiedy wreszcie będę miał wolne. I nie chodzi tutaj o sobote i niedziele, co bardziej modni nazywają weekendem. Chodzi o to co kochają Polacy – dłuuuuugi weekend. Co to oznacza? Ano to, że już w środę i aż do poniedziałku nic nie załatwisz w żadnym urzędzie. Dlaczego? Bo szanowni urzędnicy TEORETYCZNIE odrabiają swoje dni w pracy, tak żeby mogli sobie przedłużyc wypoczynek. Szczerze? Nigdy nie widzialem urzędnika po godzinach, a Wy? W tym wydłużonym, wolnym od pracy okresie media również nie pozostają obojętne na leniwość urzędasów i monitorują na bieżąco całą sytuację, bowiem czasem zdarza się, że urzędy są czynne ale pracownicy akurat (nie widzieć czemu, mają urlopy). Ostatnio w jednej ze stacji telewizyjnej pewna pani powiedziała, że owszem niktórzy pracownicy są na wakacjach, ale ich pracę wykonują ich koledzy po fachu. I tak pracę 150 osób wykonywało mniej więcej 70 pracowników. Wniosek nasuwa sie sam. Skoro 70 osob moze wykonywać pracę 150 pracowników, to w tym miejscu pracy jest o 80 obsadzonych etatów za dużo.
Pewien polityk, a dokładniej obecny premier mówił cos o tanim państwie. Panie Donaldzie oto sposób, aby zaoszczedzić połowę z wydawanych pieniędzy na jednostki administracji panstwowej. Zwolnijmy 50% urzędników, aby nie musieli sobie codziennie zadawać tego trudnego pytania “kiedy wreszcie będzie wolne?”. Przecież mozemy ich uczynić szczęśliwszymi poprzez wydłużenie im wolnego na każdy dzień. Albo przynajmniej do czasu znalezienia nowej pracy.
Tagi: bezrobocie, weekend, wolne